Potrafię zaistnieć ze środka. Objawiam się jak przy nauce djingu – samoukiem, powoli, od zera. Od pierwszego online podcastu w Kolumbii w pandemię, kiedy nikt jeszcze o mnie nie słyszał w Polsce, po wczorajszy booking – już trzeci raz – na ukochanym festiwalu Summer Contrast.
Ostatnio po mantrze weszło mi do głowy sformułowanie: „śledź z czekoladą”. Absurdalne. Nietypowe. Trochę śmieszne. Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej czuję, że to o mnie.
Jestem połączeniem rzeczy, które teoretycznie do siebie nie pasują.
Ambitna, a jednocześnie pełna lęku. Duchowa, ale myśląca o pieniądzach. Organizatorka z wizją, która czasem budzi się o trzeciej nad ranem z kołataniem serca. Silna na zewnątrz, bardzo wrażliwa w środku.
Rynek lubi prostotę. Albo jesteś „zen”. Albo jesteś „biznes”. Albo jesteś „matką”. Albo jesteś „liderką”.
Ja jestem wszystkim naraz.
Dziś widzę, że problemem nie jest nasycony rynek. Problemem jest to, że próbujemy być czekoladą wśród czekolad, kiedy w środku jesteśmy śledziem z kakao. Nie jestem kolejną „ładną marką wellbeing”. Nie jestem też bezwzględną kobietą sukcesu. Jestem kobietą, która zna lęk o pieniądze. Która chce zarabiać dużo i jednocześnie czuć spokój. Która wie, jak to jest być rozpędzoną i zagubioną jednocześnie.
I takie osoby rozumiem najbardziej.
Te, które: – dużo chcą, – dużo potrafią, – dużo się boją, – a mimo to idą dalej.
Łączę wszystko, co we mnie prawdziwe. Organizowanie przestrzeni. Tworzenie doświadczeń. Rozmowy o pieniądzach bez wstydu. Regulowanie układu nerwowego bez udawania, że życie jest tylko światłem.
Śledź z czekoladą. Nie dla wszystkich. Nie do każdej lodówki. Ale dla tych, którzy czują, że nie mieszczą się w gotowych półkach.
Łączę duchowość z materią. Łączę spokój z ambicją. Łączę wrażliwość z siłą. Łączę. Nie perfekcyjnie. Ale prawdziwie. I ciekawi mnie Twoje połączenie. Jak Ty łączysz rzeczy, które „teoretycznie do siebie nie pasują”?
ps. ciekawa jestem też ile razy ten artykuł wpadnie pod oczy osobom szukającym przepisu na śledzia!